Strona główna | Bajki do obejrzenia | Bajki do poczytania | Linki | Kontakt
      Menu

      Reklama
      Tomcio Paluszek

Tomcio Paluszek

Wojciech Czerepak

Chodźcie tutaj drogie dziatki,
Zaraz zacznę nową bajkę.
Tylko włożę okulary
I wygaszę moją fajkę.

W bajce będą dziwne rzeczy,
Wiele przygód i zabawy.
Będzie król i dwóch zbójników,
I chłopaczek maleńkawy.

Imię jego - zapomniałem.
A nazwisko - to Paluszek.
Śliczne chłopię, dosyć sprytne,
Chociaż małe jak okruszek.

Żył przed z górą dwustu laty
Razem z krawcem i krawcową.
Miał kapelusz z wielkim piórem,
A przy pasie szpadę nową.

Zrobił mu ją kiedyś krawiec
Z najostrzejszej swojej igły,
A że była bardzo lekka,
Więc Paluszek był w niej śmigły.

Machał nią przez całe ranki,
Strasząc muchy i komary.
No bo - przecież wiecie sami -
Nie jest łatwo być tak małym.

Miał Paluszek strasznych wrogów,
Lecz największy to kot Mruczek.
Ten polował najwytrwalej,
Używając różnych sztuczek.

Było to we wtorek rano,
Gdy za stołem wszyscy siedli
(Chłopiec zasiadł w samym środku)
I spokojnie sobie jedli.

Mruczek jednak nie chce mleka.
Inne marzy mu się jadło.
Myśli przy tym: "Jak tu z zupki
Mieć figurę oraz sadło?"

Tu spogląda na Paluszka,
Bierze rozpęd, skacze w górę,
Łapie chłopca w mocne zęby
I porywa w jakąś dziurę.

Szum się zrobił, krzyk ogromny,
Żona krawca mdleje prawie.
Mąż nastroszył swe wąsiska:
- Trzeba dać już kres zabawie!

Chwycił miotłę, w pościg ruszył,
Rozrzucając wkoło sprzęty.
Nic się całe nie ostało,
Żaden przedmiot pominięty.

Stół się rozpadł na trzy części,
Krzesła poleciały w drzazgi.
Wtem krawcowa zakrzyknęła:
- Dość już tego! Nie rób miazgi.

Krawiec był to chłop płochliwy,
Słuchał ściśle swojej żony.
W tym momencie całkiem zamilkł,
Choć miał wygląd obrażony.

- Mruczek do mnie! - krzyknie ona -
Oddaj szybko mi Paluszka.
Jeśli tego w mig nie zrobisz,
Smutna czeka cię nauczka.

Lecz już było ciut za późno,
Kot się tylko oblizuje.
Znaczy: nie ma już Paluszka!
No i jak się każdy czuje?

Ach nie płaczcie moje dzieci,
Zaraz wszystko będzie jasne.
Już krawcowa bierze kota
I jak w skórę go nie trzaśnie...

Aż Paluszek zeń wyskoczył,
Robiąc przy tym ze dwa salta.
Kotu po tym zrzędła mina,
Skoczył w szafę między palta.

Ciężkie życie ma Paluszek,
Ktoś go ciągle prześladuje,
Żyć nie daje. "Co tu robić?"
Chłopiec myśli i główkuje.

"Może wybrać się gdzieś w podróż
I nauczyć się zawodu?
Zostać krawcem?! Od tej pracy
Mógłbym z nudów mrzeć po trochu!

W wielkim świecie mógłbym zostać
Wielkim królem lub cesarzem,
Co ze swej stolicy rządzi,
Tych nagradza, a tych karze.

Gdy ta myśl mu zaświtała,
Ku krawcowej daje susa,
Lecz w tej chwili para z garnka
Chwyta go i w komin wsysa.

Lot w kominie - rzecz niezwykła -
Trwa zaledwie tylko chwilę,
Chłopiec spłoszył przy tym sowę,
Szarą - jeśli się nie mylę.

I ta sowa - moi mili -
Za Paluszkiem poleciała.
Chciała dać go pożreć dzieciom,
Których śliczną trójkę miała.

Ucapiła go w swe szpony,
Zatoczyła ze dwa koła,
Lecąc przy tym ku północy,
Tam, gdzie stała wiejska szkoła.

W gnieździe, na wysokim drzewie,
Dała sówkom na pożarcie.
Te, zezując nań ukradkiem,
Już zbliżają się uparcie.

Nasz Paluszek oprzytomniał,
Dobył szpady i naciera.
Żądli szpadą, kłuje sowy,
W końcu skacze na dół z drzewa.

 

Całe szczęście w tym nieszczęściu,
Że pod drzewem leżał człowiek.
Chłopiec spadł na jego brzucho,
Obijając się cokolwiek.

Ten, którego tu widzicie,
Był okrutnym i złym zbójem.
Wciąż rozrabiał w okolicy
Wraz ze swym rodzonym wujem.

Ciężar chłopca na brzuszysku
Poczuł jakby ciężar muchy.
Łypnął okiem, machnął ręką
I Paluszka wziął w paluchy.

- Hej, koleżko, aleś mały,
Taki jakiś niewyrosły.
Chodź no tutaj, niech pomyślę.
Może byłbyś nam pomocny?

- Wuju wstawaj! Popatrz tutaj!
Mamy dzisiaj chyba farta.
Teraz zmieni się niedola
I odwróci losu karta.

Wuj popatrzył wystraszony
I, jąkając się. odrzecze"
- Chy...chy..chybaś zgłupiał całkiem.
Ja...ja...jakieś głupstwa pleciesz.

Słucha i nie gadaj więcej.
Juz tłumaczę ci dokładnie.
Ta chłopczyna dla nas obu
Klucz od skarbca w mig wykradnie.

Teraz zwrócił się do malca:
- Słuchaj chłopie - pewny jestem,
Że ktoś tak, jak ty odważny,
Musi zostać naszym hersztem.

Chodź więc z nami, a zostaniesz
Rozbójnikiem bardzo wielkim.
Chłopiec zgodził się niezwłacznie,
Przecież nie chciał zostać nikim.

Do stolicy doczłapali,
Gdy na wieży biły dzwony.
Szybko zaszli do zajazdu,
Co go zwali "Kur Czerwony".

Tam obiady klucznik jadał,
Tam zastali go zbójnicy.
Siedli, milczą, aby gęb swych
Nie wystrzępić po próżnicy.

Paluszkowi dali rozkaz:
- Idź i wskocz mu do kieszeni,
Zabierz klucze od drzwi skarbca.
My czekamy na cię w sieni.

Chłopiec, chcąc czy nie chcąc, ruszył
Zakosami między ławy,
Lecz nie dotarł tam od razu,
Bo go spotkał szczur ślepawy.

Nosił złote okulary
I miał minę przemądrzałą.
Zobaczywszy nasze chłopię,
Kręcił głową, łysą całą.

- Chodź no chłopcze. Aleś mały.
Skąd przybywasz? Powiedz szczerze.
Chłopiec skłonił się uprzejmie,
Potem wyznał w dobrej wierze:

- Jestem tutaj ze zbójcami,
Którzy każą mi pracować.
Mam się zakraść do klucznika
I kieszenie spenetrować.

- Chłopcze miły, nie bądź głupi.
Gdy zostaniesz przyłapany
Razem z nimi na rozbojach,
Możesz skuty być w kajdany.

Trochę stropił się Paluszek,
Słysząc takie straszne słowa.
Tak to chyba jest na świecie,
Że najmilsza własna głowa.

Szczur zamyślił się przez moment.
Przetarł nawet okulary.
- Zróbmy szybko coś, byś przez nich
Nie ponosił jakiejś kary.

- Wiem, co robić, niech mnie kule,
Jeśli tych oto gagatków
Nie wydamy naszej władzy.
Powiem ci na ucho bratku.

Co mu szeptał? Tego nie wiem.
Lecz słuchajcie dalszej części:
Nasz Paluszek już się skrada,
Nawet but mu nie zachrzęści.

Idzie prosto w tamtą stronę,
Gdzie za stołem siedzi klucznik.
Wolno mija wszystkie nogi,
Krzesła oraz stary śmietnik.

Dotarł szybko na skraj sali,
Do kieszeni zwinnie wskoczył.
Klucz wydobył i z radości
Zabłysnęły małe oczy.

Wracał właśnie z tej wyprawy,
Kiedy w kuchni pies niecnota
Wybiegł i, szczekając głośno,
W poprzek sali goni kota.

Kot natrafił wprost na malca,
Poturbował odrobinę
I wytrącił klucz mu z ręki,
Który w jakąś wpadł szczelinę.

Nasz bohater w środku wrzawy,
Jaka w sali wtedy gruchła,
Odbiegł na bok, na dłoń dmucha,
Bo po starciu tym opuchła.

Kot zadrapał go przypadkiem,
Robiąc ranę niezbyt dużą.
Szczur opatrzył ją dość sprawnie,
Potem potarł łapką kurzą.

- Co ty robisz? - pyta chłopiec
Nie na żarty przerażony.
- Bądź spokojny - to sprawdzone
Są sposoby mojej żony.

- Ale powiedz, czy masz klucze?
Jeśli tak, to idź do zbójów,
A ja biegnę wprost do zamku
Po królewskich srogich wojów.

Chłopcu łzy stanęły w oczach,
Przecież zgubił klucz przypadkiem.
Szczur nie zmartwił się i odrzekł:
- Odzyskamy go ukradkiem.

Szczur zagwizdał na dwóch palcach
I za chwilę, chyba z sieni,
Przybiegł szczur brat - kawaler,
Wystrojony aż się mieni.

Nosił kamizelkę w kwiatki,
A na plecach miał pierścionki.
Kurtkę miał wyszytą złotem,
Na kołnierzu miał koronki.

- Swych koleżków szybko zwołaj! -
Stary szczur dał mowę krótką. -
Jak się wszyscy już zbierzecie,
Zajmę pewną was robutką.

- Nasz kolega zgubił klucze.
Znajdźcie mi je pod podłogą.
Takie zuchy bez problemu
Coś takiego zrobić mogą.

Szczurza banda w dwie minuty
Przetrząsnęła każdą szparę,
Odnajdując przy tym klucze
Oraz innych rzeczy parę.

- Zuch chłopaki - szczur ich chwali -
Gdy potrzeba wszystko znajdą.
Tutaj przerwał i nagrodził
Swoich krewnych chleba pajdą.

Później obaj uchwalili
Plan przebiegły, poprzez który
Zbójcy prosto mieli trafić
Do więzienia ciemnej dziury.

Chłopiec pobiegł do łotrzyków
Dał im klucze i powiedział,
Że podsłuchał, co rzekł klucznik:
"Dzisiaj jest nowy wojsk oddział,

Który będzie trzymał straże".
Zbójce ręce zacierają.
- Toż to będą nowicjusze,
Co na zbójach się nie znają.

Wyszli zaraz, na targ kroczą,
By zakupić nowe stroje.
Chcą wyglądać jak strażnicy.
Co to będzie? Aż się boję.

Trochę wyglądali śmiesznie
W nowych strojach nasi zbóje.
Tu za ciasno, tu za krótko,
Coś upija albo kłuje.

Zaraz będą zmieniać wartę,
Bo juz słychać kura pianie.
Chcieli jeszcze dać dowódcy
Mocny środek na uśpienie.

Wysyłają więc Paluszka:
- Płyn z butelki wlej do wody,
Tej, co ją dowódca pija,
Kiedy trochę chce ochłody.

- Uśnie smacznie, my w spokoju
Wyniesiemy wszystko złoto
I bedziemy tak bogaci,
By nie chodzić juz piechotą.

Chłopiec pobiegł przez krużganek,
Wprost do kuchni jednak skręcił.
Tam umówił się ze szczurem -
Zgodnie z tym za szafę pędzi.

Chłopcze usiądź, spocznij trochę. -
Rzekł szczur, wąsa podkręcając. -
Ta robota nie ucieknie,
Toż to nie jest jakiś zając.

- My idziemy do dowódcy
Całą sprawę mu przedstawić.
On powinien bez zwlekania
Do więzienia zbójów wsadzić.

Tu ich czeka niespodzianka.
Był z dowódcy chłop ogromny,
Lecz, gdy obu ich zobaczył,
Padł na ziemię nieprzytomny.

Szczur aż zdębial ze zdziwienia.
Działać zaczął za to chłopiec.
Wpadł na nowy plan i szczura
Zmusza, by do zamku pobiec.

Lecą do komnaty króla.
Wzięli bardzo ostry wiraż -
Patrzą - a tam fryzjer robi
Panu swemu cud makijaż.

- Są zajęci - szepnął chłopiec. -
Spójrz - pod spodem berło leży,
Weźmy je i uciekajmy
Razem z nim do skarbca wieży.

Szczur prostotę planu dostrzegł:
- Król pobiegnie tam za nami
I przyłapie tamtych obu.
Obaj będą za kratkami.

Biegną razem, biorą berło,
Robiąc przy tym straszny rumor.
Król, gdy dostrzegł, co się dzieje,
W tej sekundzie stracił humor.

W pogoń rzucił się z fryzjerem,
Ale tamci tak kluczyli,
Że się król zaplątał w szaty,
Padł i wszyscy się zderzyli.

Obaj nasi ulubieńcy
Jakimś cudem dalej biegną.
Wzywa wszystkich król na pomoc:
Straże - oraz dwórkę jedną.

Wszystko szybko się rozgrywa,
Więc pozwólcie zwolnić trochę.
Złapię oddech. Wytrę czoło.
Teraz dalej czytać mogę.

W tej też chwili zbóje w skarbcu
Zagarniają w worki złoto.
Straże sznurem okręcili
I się cieszą swą robota.

Gdy Paluszek się pojawił,
Zbójca krzyknął strasznym głosem:
- Hejże! Wuju spójrz no tutaj!
To nasz zdrajca! Proszę , proszę!

Wuj chciał chłopca złapać w ręce,
On uniknął jednak tego.
Wraz ze szczurem rzucił berłem
I ugodził zbójca złego.

W tej też chwili król z pogonią
Nabiegł wielce zasapany.
Wszystko już się stało jasne -
Ktoś tu będzie ukarany.

Szczur wystąpił naprzód trochę,
Zaczynając dworną mowę.
Wytłumaczył sprawę jasno,
A za prawdę chciał dać głowę.

Król łaskawie go wysłuchał,
Uśmiał się do tego setnie.
Łotrów kazał dobrze spętać,
Chłopca zaś nagrodzić świetnie.

Po tym wszystkim, nasz Paluszek
Do swej wioski w sławie wrócił,
Ale marzeń, by być wielkim
Nigdy w życiu nie porzucił.

BajkiDlaDzieci.net - bajki dla dzieci