|
Koło zamku ludzie stoją i tak sobie rozmawiają:
— Kto by się z tą panną ożenił, toby ją z niewoli czarownicy wybawił.
— Ale tylko ten się z nią może ożenić, km dwie roboty odrobi i zagadkę odgadnie.
— To może ja bym spróbował — mówi Dratewka.
— Nie wyrywaj się, głupi! Życie ci niemiłe czy co? Kto pójdzie na ochotnika, a nie zrobi, to temu czarownica głowę urywa.
A Dratewka swoje:
— Ale może ja bym spróbował.
— Nie tacy, jak ty, tu próbowali. Rycerze przyjeżdżali i królewicze, i książęta. Nikt nie potrafił tych robót zrobić, tej zagadki odgadnąć. Nikomu czarownica nie darowała, wszystkim pourywała głowy!
Ale Dratewka swoje:
— A ja pójdę i spróbuję.
I szewczyk zastukał do bramy zamku.
Wyszła zaraz czarownica i pyta się:
Czyś ty człowiek? Czyś ty zwierz?
Czemu pukasz? Czego chcesz?
— Chcę się z tą panną, co siedzi na wieży, ożenić.
Jak zrobisz niedługo
robotę pierwszą i drugą,
a potem składnie
zagadkę odgadniesz,
to się ożenisz.
— Ano, popróbuję — mówi Dratewka.
Tak czarownica wpuściła go na zamek, zaprowadziła do komnaty, co się na siedmioro drzwi zamykała, co w oknie żelazną kratę miała, i powiada:
Masz tu piasku z makiem korzec.
Przebierz, zanim błysną zorze.
Jak nie zrobisz
do poranku,
to ci, panku,
urwę głowę, i gotowe!
I czarownica wyszła, i szewczyka w komnacie na siedmioro drzwi zamknęła. Siedzi Dratewka, w głowę się drapie i myśli:
"Tylachny wór przebrać! Piasek osobno... mak osobno... Toż tu roboty jest na rok, od wiosny do wiosny, a ona mi każe do świtania to zrobić! Oj, źle z tobą, Dratewka, źle!"
Wtem słyszy... za oknem po ścianie coś szura. Nabliża się ten szmer od okna, nabliża... i przez żelazną kratę zaczynają do izby wbiegać mrówki. Tysiące i tysiące... mnogość nieprzeliczona!
Skoczył Dratewka, mak z piaskiem z wora na podłogę wysypał. A mrówki, jak sil do roboty wzięły, jak zaczęły zwijać się, a jedna drugą poganiać, a ziarenka nosić mak na prawo, piasek na lewo... Do północka wszystko przebrały.
Znó w po ścianie zaszurało... Mrówki przez kratę przelazły i w las poszły. Ucieszył się Dratewka, pusty worek zwinął, pod głowę go sobie podłożył i zasnął. O pierwszej zorzy czarownica siedmioro drzwi odmyka i już cieszy się, że i temu zalotnikowi głowę urwie.
Wchodzi i widzi: mak na jednej kupce, piasek na drugiej, a szewczyk na ziemi siedzi i przeciąga się, bo się doskonale wyspał.
Wielce się czarownica zdumiała, ale nie daje o tym poznaki po sobie, tylko powiada:
Dzisiaj to masz do roboty:
miała panna kluczyk złoty
i jak poszła do kąpieli,
upuściła go w topieli.
Uwiń mi się składnie
i znajdź kluczyk na dnie.
Jak nie znajdziesz do poranku,
to ci, panku, urwę głowę, i gotowe!
Poszedł Dratewka nad stawy. Stanął na grobli i zadumał się głębokim zadumaniem, i zafrasował się wielkim zafrasowaniem.
Jakże mu ten kluczyk znaleźć? Czy to wie, gdzie go panna upuściła? W którym stawie się kąpała? Czy wie, jakie tam w wodzie głębiny przepastliwe? Jakie tam w wodzie wiry zdradliwe?
Stoi, duma, sumuje...
Aż tu wypływa z trzciny kaczor i pyta:
— Czego ci potrzeba, znajomku nasz, dobry człowieku?
— Trzeba mi znaleźć złoty kluczyk, co go panna w kąpieli zgubiła. Jak kluczyka do poranku nie znajdę, to mi czarownica głowę urwie.
— Nie frasuj się, dobry człowieku. Wszystkie cyranki będą nurkowały, wszystkie rybki będą szukały — kluczyk ci przyniesiemy.
Zaszurały trzciny, cyranki wypłynęły na staw. Zaburzyła się woda, rybki poszły na głębinę.
Minęło czasu mało-wiele, znalazła rybka kluczyk na dnie. Jak go znalazła, to go oddała kaczce, a kaczka oddała go kaczorowi, a kaczor wyniósł go na brzeg i powiada:
— Już się nie frasuj, dobry człowieku. Jużeśmy złoty kluczyk znaleźli.
Dratewka kluczyk chwycił, kaczorowi podziękował i do czarownicy pogonił. Wielce się czarownica zdumiała, ale nie daje o tym poznaki po sobie, tylko powiada:
Dzisiaj to masz do roboty:
Złoty kluczyk, złote drzwi,
czy ja zginę, czy li ty?
I kazała Dratewce iść za sobą.
Przeszli siedemset siedemdziesiąt siedem schodów i stanęli na szczycie wieży. Czarownie złotym kluczem złote drzwi otworzyła i weszli do komnaty. A w tej komnacie na ławie siedzi dziewięć panien. Wszystkie są jednakowo biało ubrane i wszystkie mają płócienne zasłony na głowach.
A czarownica powiada:
A teraz jest trzecia próba.
Albo gody, albo zguba.
Za chwileczkę już świtanie,
za chwileczkę ranek wstanie.
Musisz zgadnąć jak należy,
która z nich jest panną z wieży.
Jak nie zgadniesz
do poranku,
to ci, panku,
urwę głowę,
i gotowe!
Przygląda się Dratewka pannom, przygląda, która z nich jest inna, która może być panną uwięzioną, ale one wszystkie jednakowiuteńkie, jako te białe gąski na łące. Jak tu poznać? Jak tu zgadnąć?
Myśli szewczyk:
"Teraz to już przyjdzie mi zginąć".
A wtem przez otwarte okno złote pszczoły wleciały, izbę okrążyły. A potem nad ostatnią w rzędzie panną zatrzymały się, złotą i szumiącą obręczą nad jej głową zawisły.
— Ta ci jest! — zawołał Dratewka.
I do ostatniej panny podbiegł.
Panna się zerwała, zasłonę odrzuciła i szewczyka obłapiła za szyję.
— O mój ty najmilszy! Z niewoli mnie wybawiłeś!
Jak to czarownica zobaczyła, raz-dwa-trzy! przemieniła się w jakieś ptaszysko, skrzydłami załopotała, przez okno w świat daleki poszła.
I tyle ją widzieli.
A Dratewka z panną z wieży zaraz huczne wesele wyprawili i w czarownicy zamku zamieszkali.
Żyją tam szczęśliwie do dziś dnia.
|